Bez kategorii

(archives)

Dramat chłopaków w baraku

– Ludwik Perney


Rickiemu, Diatłowowi i wszystkim,

którym zmieniają się perspektyki

Pięćdziesiąt siedem lat po ciszy na Przełęczy Diatłowa
polska ekspedycja udała się do chaty w Gorganach
snuć przypuszczenia o życiu i powtarzać pewniki o śmierci.
Jedno jest pewne, powtarzali, a właściwie powtarzaliśmy,
było ich dziewięciu, tak jak i nas, było im zimno, tak jak i nam.

Pięćdziesiąt siedem lat po ciszy na Przełęczy Diatłowa
polska ekspedycja ścina żywe gałęzie świerków,
żywica lepi się do dłoni, piła straciła wiele zębów,
piec nie ma cugu, łóżko nie mieści dziewięciu osób,
wygasły świeczki, wódka nie przestaje się kończyć.

Pięćdziesiąt siedem lat po ciszy na Przełęczy Diatłowa
polska ekspedycja wtula się w siebie na deskach łóżka,
czaszki trzeszczą od myśli, butelki brzęczą od pustki,
pomidor zamarza na parapecie. Każdy z nas postanawia:
skończę gimnazjum, ożenię się z Lucy, zadbam o Trinity.

DSCF0801
Fotografia: Natalia Sobocka

Przeprowadzki

– Ludwik Perney

Stoję w wąskim korytarzu między bliskimi noworodków,
bliskimi świeżo zmarłych, oraz tymi, którzy planują się pobrać.

Nerwowa urzędniczka o aparycji, tembrze głosu i mimice
zdradzającej notoryczny brak orgazmu, sprawia wrażenie,
że czas zatrzymał się trzydzieści lat temu. Sięgam jeszcze dalej.

W zamęcie cudzych myśli o narodzinach, śmierci, małżeńskim seksie
przekazuję moje: córki zmarłego w roku osiemdziesiątym dziadka
chcą przenieść jego szczątki do grobu babci.

O marni ludzie, zjadacze chleba, który z was
dorówna romantyzmem parze przetrawionych zwłok?

O dziadku, wiem jak jest z kobietami
– czy aby na pewno stoję przed właściwymi drzwiami?

Imigranci – śniadanie z Poliną Semionovą

– Ludwik Perney

Rozczula cię ciało dziecka ułożonego twarzą w piach
– ukołysały je fale, a reporter czule przeniósł w dobry kadr.
Egipski bogacz nazywa grecką wyspę jego imieniem, Polo.

Boisz się muzułmańskiego młodzieńca – jego ciało jest żywe,
jego ciało jest silne, jego ciało głodne, jego ciało spragnione;
a modlitwy gorące. Wybłaga twój dom, kolację i nagość.

A twoja nagość, imigrantko z Rosji, jest głodna modlitw
– powinny muskać skórę, ślizgać się po każdym z żeber.
Prosimy o gorące wyspy, o dziury w węgierskim płocie.

Modlitwa prowokuje cuda. Jedyny Boże, który obiecujesz
najnowszy playstation, śmierć wrogów, rozkoszne dziewice,
oddam kanapkę z kozim serem bez laktozy, podaruj ją Polinie.

Synowie, córki, węże

– Ludwik Perney

Dzień dobry, Shakin’ Dudi, łysa głowo i kurtko ze skóry węża,
mam lewą rękę i prawą rękę, idziesz do kościoła, a ja sadzę,
mógłbym nic nie robić, lecz wziąłem się do roboty, spójrz na drzewka.

Spulchniam ziemię, mieszam z torfem, sypię nawóz,
obficie podlewam – jakbyś było córką, jakbyś było synem.

Módl się, Shakin’ Dudi, świat potrzebuje modlitwy, Polsce jej trzeba,
Śląsk jest głodny, Jaworze chce dobrego losu, nasza ulica chodnika,
moglibyśmy nic nie robić, lecz niech ktoś weźmie się do roboty.

Wbijam palik, żeby wiatr cię nie złamał, podłoże sypię korą,
obficie podlewam – jakbyś było synem, jakbyś było córką.

Dzień dobry, Shakin’ Dudi, łysa głowo i kurtko ze skóry węża,
mam lewą rękę i prawą rękę, wracasz z kościoła, ja już kończę,
jest niedziela, ale nie zamierzam święcić, zabrakło mi torfu.

Kilka zdań o Jezusach

– Ludwik Perney

1.
Oslo jest piękne. Są tacy, którzy wierzą,
że dla norweskich fiordów ocalono Ziemię.
Słońce zagląda tu rzadziej, bo ceny
mnoży się razy dziesięć. W cieniu
najczęściej nadaje się imię
Mohammed.

2.
Jezusa zabili Żydzi – spełnili wolę Boga
– konał na palu, aż przebito mu serce.
Wtedy Bóg przebaczył Adamowi.
Jezus był Żydem, Bóg był Jezusem,
Adam zjadł jabłko.

3.
Najsmaczniejsze owoce są na Dominikanie.
Chłopiec wgryza się w słodki miąższ papai
– czyż nie wygląda bosko?
Tam gdzie słońce świeci bez wytchnienia,
chłopcy noszą imię Jezus.

4.
Oslo wreszcie wypełnia się światłem,
(Jezus oblizał usta i znieruchomiał
– to nie jest sok papai!)
miasto otoczyła ledowa łuna.
Mohammed odkrawa warstwę mięsa.

Dziękuję Markowi i Eli za pomocne uwagi :)

Matrioszka, dni płodne

– Ludwik Perney

Historia o historii zaczyna się w środku
– nie dowiesz się, dlaczego w tramwaju
i dlaczego tramwaj jedzie korytem rzeki.

Historia ma swój sens w miejsce twojego,
twój jest bezużyteczny jak wyrwany język,
jedziesz tramwajem i to trzyma się kupy.

Dom, w którym jesteś, przechyla się, trzęsie,
płytę tektoniczną złożono akustyce w ofierze
koncert grzmiał całą noc, brzmiał świetnie.

Historia ma swój sens w miejsce twojego,
twój bezradny jak skrzela ryb na piasku,
wszystko sie trzęsie, tak już jest i tak będzie.

Koncert skończył się w środku, to był sen
i już pora go opowiedzieć. Póki tu stoisz,
pal papierosa i potakuj ze zrozumieniem.

Historia ma swój sens w miejsce twojego,
twój – porażone oko wtoczone w ciemność.
Ściany walą się, lecz nie zawalą, gdzie jesteś?

Mieszkania przechodnie

– Ludwik Perney

Śniło mi się, że wszystkim się coś śniło
i każdy chciał opowiadać swoje sny.
Mieszkałem na końcu długiego tunelu
wyrytego w skale. Żeby położyć się,
musiałem przejść przez ciąg mieszkań
– bo były one przechodnie – i słuchać
o snach każdego, kogo mijałem.
Mieszkałem na końcu długiego tunelu,
każdy, kogo mijałem, opowiadał sny
i nikt nie chciał słuchać o moich snach,
bo moje mieszkanie było na końcu tunelu
i nie było przechodnie. Żeby położyć się,
musiałem przejść wszystkie mieszkania
i wysłuchać nużących opowieści o snach,
bo każdy chciał opowiedzieć swoje sny
i nikt nie chciał słuchać o moich, bo moje
mieszkanie było na końcu długiego tunelu.

Nadzy chłopcy

– Ludwik Perney

Młody poeta zaciska dłonie na oparciu fotela, uśmiecha się
i nieruchomieje. Prowadzący mówi o jego rozliczeniach,
homoerotykach. Wiersz o żołądku, przełykaniu, przełyku.
Młody poeta jest dojrzały – odciął młodość debiutancką książką.

Stary poeta kokietuje uśmiechem, zaznacza, że wiersze
nie są autobiograficzną notą. Jego peel jest chłopcem,
pływa nago w basenie, ociera się o innego nagiego chłopca.
Stary poeta jest nagim chłopcem – odciął się od starości książką.

Młody poeta przeżył wystarczająco dużo, żeby nie pamiętać
– nie pamięta pierwszego obrazu, który zapamiętał jako dziecko.
Stary poeta przeżył wystarczająco dużo, żeby pamiętać wiele
– basen w Cygańskim Lesie, piękne nagie ciało kolegi z dzieciństwa.

Wiadomość z Serbii

– Ludwik Perney

Serbskie dziewczyny – taka wiadomość – chcą,
żebyś je brał. Poproszę o detale, pamiętam,
że nie były śmiałe. Trzymały dystans, mówiły mało
i tylko po serbsku. Wiadomość brzmi:
serbskie dziewczyny chcą, żebyś je rżnął,

Czuję dreszcze. Przypomina się bośniacka wieś,
w której zniszczono każdy dom. Tabliczki
z piszczelami i czaszką przy poboczach,
gdzie chciałbyś rozprostować kości,
drzewa wyrastające z ruin na peryferiach.

Wiosenny zew, czekamy na słońce w Sarajewie
i Nowym Sadzie. Gdzie jesteście, dziewczyny,
odsłońcie wdzięki! – nawołuje natura.
Domaga się równowagi, rozsyła wiadomość:
za zarżniętego Bośniaka zerżnięta Serbka.

Przejażdżka

– Ludwik Perney

Przez tę bramę nie mogła przechodzić służba. Przechodzę
i dosiada mnie pogarda. Wbija pięty między żebra
– nie pozwala zgadnąć kto kim gardził, kto kim gardzi.

Słyszałeś jak skrzypiały schody? Zadzwoniłem, ktoś otworzy,
spojrzy na mnie i zapyta po co przyszedłem, a pogarda wierzga
jakbym to ja jej dosiadł. Kto kim gardził, kto kim gardzi?

Słyszę kroki za drzwiami, ale nikt nie otwiera. – Słyszę cię
– myślę. – Widzę cię – myśli ktoś za szkiełkiem judasza.
Pięta przeskakuje między żebrami. Kto kim gardził, kto kim gardzi?

Schodzę po skrzypiących stopniach, zbliżam się do bramy.
Pogarda zostaje za dębową framugą. Odchodzę i gardzę nią,
bo nie zdołała mnie ponieść. Gardzę sobą, że mnie dosiadła.

poezja, wiersze, proza, wydawnictwo literackie