Ks. Kapłańska 3:17

– Ludwik Perney

To jest ustawa na dalekie czasy i pokolenia:
Potrawy z tłuszczu i krwi jeść będziecie!

To nie krew, lecz wino, załóżmy jednak, że krew
– z każdym łykiem jesteś bliżej Pana. To nie duch,
lecz ciało, załóżmy jednak, że dusza – z każdym kęsem
oddalasz się od głodu, a sytość jest błoga.

To nie mięso, lecz ścięgna, załóżmy jednak, że mięso
– z każdym gryzem wypełniasz nim trzewia. To nie sok,
lecz ślina, załóżmy jednak, że sok – każdą kroplą
spływa w ciebie szczera modlitwa.

To margaryna czy masło, ziarno czy karmel,
miłość czy pręgierz, scena czy szafot?

To tłuszcz czy tłuszcza? Chciałbym wiedzieć,
czym smarujesz chleb.

Przejażdżka

– Ludwik Perney

Przez tę bramę nie mogła przechodzić służba. Przechodzę
i dosiada mnie pogarda. Wbija pięty między żebra
– nie pozwala zgadnąć kto kim gardził, kto kim gardzi.

Słyszałeś jak skrzypiały schody? Zadzwoniłem, ktoś otworzy,
spojrzy na mnie i zapyta po co przyszedłem, a pogarda wierzga
jakbym to ja jej dosiadł. Kto kim gardził, kto kim gardzi?

Słyszę kroki za drzwiami, ale nikt nie otwiera. – Słyszę cię
– myślę. – Widzę cię – myśli ktoś za szkiełkiem judasza.
Pięta przeskakuje między żebrami. Kto kim gardził, kto kim gardzi?

Schodzę po skrzypiących stopniach, zbliżam się do bramy.
Pogarda zostaje za dębową framugą. Odchodzę i gardzę nią,
bo nie zdołała mnie ponieść. Gardzę sobą, że mnie dosiadła.

Spacer nad Zaporę

– Ludwik Perney

Idziemy nad Zaporę. Mówię do Wiktora,
że mijani ludzie lampią się na moją nogę.
– Zwróć uwagę na tę parę, spojrzą oboje.
Wiktor przygląda się, mijamy ich.

– Nie patrzyli, coś sobie ubzdurałeś,
masz hopla z tą nogą! – Wiktor zagląda
mi w oczy, a ja odpowiadam, że ludzie
lampią się na moją nogę. – A tych dwoje

spłoszyłeś, bo gapiłeś się zbyt intensywnie.
Spróbuj dyskretnie, załóż okulary i zerknij,
gdy będziemy mijać tę dziewczynę z pieskiem,
zobaczysz, będzie lampić się na moją nogę!

Wiktor patrzy przed siebie, zasłonił oczy
okularami i gdy ją mijamy, zerka. Ja też
zerkam. – Nie spojrzała, widzisz? – mówi,
więc odpowiadam mu, że ta dziewczyna,

tak jak wszyscy, lampiła się na moją nogę.
– Nie widzisz tego, bo ta noga jest moja,
dostrzegłbyś każde spojrzenie, każdy ruch oka
wykonany, żeby lampić się na twoją nogę.

Analiza autorstwa Alx’a z PoeWiki

 

 

 

Przywitania, pocałunki

– Ludwik Perney

Kasia otwiera okno i powtarza,
żebyśmy jechali ostrożnie. Kiwamy
głowami – tak jak odpowiada się „cześć”.

Pierwsze krople deszczu nie określają się
– nie są dobre, ani złe, nie chcą przeszkadzać,
ani pomagać – mówią „hej”.

Ziemia pozdrowiła mnie uściskiem
– gwałtownie, nie pytając o zgodę.
Takie czułości z podłożem to przesada.

Kasia mówi „a nie mówiłam” i milknie.
Dopiero gdy potwierdzam, że pamiętam,
uśmiecha się i wita pocałunkiem w policzek.

Rozmowy, gesty, kot

– Ludwik Perney

Pomarszczony mężczyzna, którego bladą głowę
pokrywają strzępki białych włosów, rozmawia
z nieco młodszą kobietą, ja rozmawiam ze sobą.

Czterdziestoletnia na oko kobieta, nieco zbyt obfita
w udach, biodrach i ramionach, rozmawia z mężem,
który mieści się w wąskich jeansach; rozmawiam ze sobą.

Zmęczony, młody lekarz zerka na świeżą bliznę na dłoni
dziewczyny w czarnych getrach i nie przerywa rozmowy
– pacjentka czeka na ból, czekam co powiem.

Ból nie nadchodzi, przysłał lęk – rozmawia z dziewczyną,
obfitą panią, znosi ignorancję jej męża, rutynę lekarza,
nieuwagę starszej pary i ociera się o blizny na mojej kostce.

Neh 3:37

– Ludwik Perney

Grzech ich niech nie będzie przed Tobą ukazany,
albowiem obraźliwie odnosili się do budujących.

Raj jest księciem, więc Katmandu jest jego miejscem,
Camal zszedł tu z wioski. Podłączył kabel do kłębowiska
na słupie i wraz z rodziną buduje piąte betonowe piętro
– gdy zaleje sufit, wypuści zbrojeniowe druty na szóste.

Raj jest księciem, samochody nie powinny wycierać kurzu
o jego koszulę, a uliczki w centrum są wystarczająco wąskie,
żeby minięcie się pojazdów szerszych niż tuktuki było cudem.
Camal wita rodzinę kuzyna – wypuszczą druty na siódme.

Raj jest księciem, insygnia nosi na plecach – cztery blizny
po ciosach zadanych nożem. Gdy upadł, łańcuszek zsunął się
z szyi, a z palca sygnet. Camal wita rodzinę wujka – na ósme
podobno nie dotrze kurz, więc woda nie będzie tak potrzebna.

Raj jest księciem bez blasku – słońce z trudem dociera na ulicę.
Camal wita rodzinę, pomaga wypuszczać druty na dziewiąte
i marzy o wysokości, na której nie przeżywałyby konie, ani smog
– o wysokości na której zdrowy jak dawałby mleko jak w wiosce.

1 Tym 2:11-12

– Ludwik Perney

Kobieta niechaj się uczy cichości w oddawaniu się.
Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam bo chciałaby
przewodzić nad mężem. Niech trwa w cichości.

Czy On pyta ją, czy gwałtem bierze – nieważne, grzechu tu nie ma,
poszukaj tych, którzy rozpieszczani byli i powiedz, czy rozpieszczenie
prowadzi ku dobroci. To On oddaje jej nasienie swe, co ona Jemu daje?

Bo gdy skończy się wszystko, On odsunie się od niej, bo ważne jest
by oboje sobie siebie dali. On oddał jej nasienie i teraz chce spać,
nastąpiła impotencja. Orgazm jest pożyteczny, co ona Jemu daje?

Czego jeszcze chce kobieta, pieszczotliwych słów? On był na niej,
zasapał się niebezpiecznie. Niech pomyśli o Nim – oddał jej nasienie,
Czego jeszcze chce kobieta, żeby była nasycona, co ona Jemu daje?

W wierszu przytoczyłem porady seksualne redaktora Radia Maryja:
http://www.youtube.com/watch?v=Y8chhTSHIdI
nieco wypaczane, bo jestem Marek, klapnięte mam uszko,
ktoś przydusił je poduszką

Jer 2:24

– Ludwik Perney

Któż powstrzyma jej żądzę? Ktokolwiek ją zechce,
nie musi się trudzić: znajdzie ją w miesiącu jej rui

Nie chcę słyszeć zgrzytu śruby wykręcanej z kości,
więc opowiem o rumuńskim klasztorze, o siostrach,
które odmówiły, gdy spragniony prosiłem o łyk wody,
a później przyniosły dwie butle i ciasto z makiem.

Nie chcę patrzeć jak skalpel rozcina skórę, więc dodam,
że siostry uśmiechały się pięknie, a klasztor stoi blisko
granicy polsko rumuńskiej – w miejscu, którego nie ma,
w którym pomiędzy wodą i makiem byłem mięskiem.

Nie chcę myśleć o śrubie wychodzącej z piszczeli w strzałkę,
więc skłamię, że siostra o najcieplejszym uśmiechu miała garb
– i mówię do niej, bo polski pewnie zna po rodzicach
–no, udowodnij, siostrzyczko, że nie jesteś wielbłądzicą.

Księga Powtórzonego Prawa 5:9

– Ludwik Perney

Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg zazdrosny, karzący
nieprawość ojców na synach w drugim i trzecim pokoleniu

Znasz dźwięk pstryknięcia zapalniczki, widok płomienia
rozpalającego tytoń? To chwila, która potrafi wzruszyć;
bliska dziękczynnej modlitwie – łatwo wtedy myśleć
o dłoni Tego, który nie dba o imię, bo wie, że jest jeden.

Trzaski płomieni – ciekawe czym pachnie gorejący krzew?
Bliżej ziół, pieczonych ziemniaków czy soczystego mięsa
przepiórki, może ryby – już nie oskrobię jej z łusek
przed pieczeniem na ogniu, smakowała spaloną skórą!

Krzew mógł być wrzoścem – pędy spłonęły, zostały korzenie;
jeden wypełniam tytoniem, dym będzie pachniał wanilią.
Tato, dziadku, czym rozgniewaliście Pana? Skończył się gaz
– dym fajki miał tworzyć pozór, że nie jestem sam!

Joel 2:13

– Ludwik Perney

Rozcierajcie jednak serca wasze, a nie ciała!
Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem
jest łaskawy, miłosierny, lituje się na widok niedoli.

 

Blask płomieni rysuje cienie przypadkowych widzów,
świeczki budzą instynkty, opowiadają o samcach
wypełniających kwadranse za kwadransami i kolejne
kwadranse bez mechanicznej fonii, sztucznego światła.

Chór oddechów, skrzypienia sprężyn, stukania
ram łóżek – nie ma prądu, nie ma prądu!

Okna wypuszczają dym, nikt się nie krztusi,
nie przeszkadzają poplamione prześcieradła,
nikt nie przejmuje się belframi, którzy tracą pracę
– niedługo ją odzyskają, niedługo będzie ich za mało.

Jeśli z twojego okna nie płynie dym, jeśli prześcieradło
jest mokre jedynie od wstydu, uklęknij, otwórz serce.

poezja, wiersze, proza, wydawnictwo literackie